remigiuszmielczarek.blog.pl

O wszystkim – od muzyki przez sport do polityki

Wpisy z tagiem: PiS

Szachiści często używają zwrotu: „lepsze byłoby…”. Jest to określenie ruchu na szachownicy, który nie jest idealny w określonej sytuacji. Gracz poszedł dobrze, ale miał lepsze wyjście. Mógł wprowadzić przeciwnika w większe tarapaty, osiągnąć lepszy skutek.

Bardzo podobną sytuację obserwujemy właśnie w życiu politycznym, które od dawna przypomina partię szachów między głównymi oponentami. Obie strony – PO i PiS – poprzez swą zajadłą wojnę kolejny raz wyprowadzają ludzi na ulicę. Nienawiść (udawana ?) między „dawnym PPS” a „dawnym PPR” znów się rozdyma, a my wszyscy jesteśmy coraz bardziej skłóceni. Obserwatorzy tej rywalizacji patrzą na kolejne ruchy, jakie na polskiej szachownicy wykonują ważne figury – ale też i pionki.

Spójrzmy z bliska na mistrzowskie, choć niezwykle perfidne posunięcie rządzącej ekipy: najpierw na horyzoncie pojawiło się widmo drogiej benzyny… Ustawa paliwowa została jednak szybko wycofana, gdy tymczasem posłowie wzięli się za „obróbkę” projektów sądowych, decydujących o ustrojowym porządku Państwa. Stało się jasne, że pod pretekstem rozliczenia postkomunistycznego układu, Jarosław Kaczyński chce wprowadzić zręby systemu totalitarnego, gdzie rząd (przejmując niczym nie ograniczoną kontrolę nad władzą sądowniczą) decydowałby nawet o tym, czy ważne są kolejne wybory. Sprawę świetnie, jak zwykle, wytłumaczył wszystkim Robert Gwiazdowski:

A ludzie – część opinii publicznej nieprzyjazna PiS – wyszli na ulice w obronie demokracji i polskich sądów. Mój przyjaciel, aktywny uczestnik protestów, jest zdania, że ta energia opozycji „nabrzmiała” już w chwili, gdy PiS chciał nam zaserwować podwyżkę paliwa. Ale fakty są takie, że protesty dotyczyły jednoznacznie pakietu ustaw sądowych, a ludzie palili znicze w obronie jurysdykcyjnej niezawisłości. A nie przeciwko podwyżkom cen benzyny.

Na tym właśnie polega największa perfidia Kaczyńskiego. Bo prezes PiS wykorzystał nagromadzenie energii społecznej, by – pod okiem demonstrantów – bezboleśnie przepchnąć w Parlamencie kolejne akty prawne, na wzór ustawy paliwowej mocno bijące w kieszeń Polaków:

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1713406,1,co-pis-przepchnal-przez-sejm-kiedy-zajmowalismy-sie-sadami.read

Sądy – nieoczekiwanie – vetem swym ochronił Prezydent, choć wszyscy wiedzą, że to jedynie prolongata. Za dwa miesiące ma dojść do ponownego rozpatrzenia ustaw w Sejmie: dopiero wtedy dowiemy się, w jakim kształcie wróciły one do laski marszałkowskiej. Jest niemal pewne, że zmian radykalnych nie będzie. Zobaczymy więc, czy i we wrześniu tłumy pojawią się na ulicach.

Tymczasem efekt zamierzony przez PiS został osiągnięty. Od szkodliwych dla ludzi ustaw o charakterze gospodarczym bardzo skutecznie dało się odciągnąć uwagę! Po jednej stronie szachownicy mieliśmy zamieszanie z protestami, gdy tymczasem, na przeciwległej flance, bez najmniejszego kłopotu Kaczyński przeprowadził akcję, w której odniósł znaczne korzyści. Zrobił swoje. A my dostaniemy po kieszeni. Zauważyli to ci, którzy z pozycji anty systemowych bardzo spokojnie przyglądają się całej rozgrywce:

https://www.facebook.com/JacekWilkPL/videos/1580732768665695/?hc_location=ufi

Na czym polega tragizm położenia demonstrującej opozycji? Wyszli na ulice w obronie czegoś nadzwyczaj szlachetnego: wolności, swobód obywatelskich. Jarosław Kaczyński naprawdę chce, korzystając z gangreny palca, uciąć całą rękę. Aparat sądowy, faktycznie przeżarty komunistycznymi układami, bezwładny, powolny, nieskuteczny, podatny na korupcję i nepotyzm – wymaga natychmiastowej reformy. Ale na pewno nie takiej, jaką proponuje PiS: z oddaniem całego sądownictwa pod legalną kontrolę aktualnie rządzącej partii. Z tym, że protestujący zostali idealnie zaszachowani. Choć wymuszając prezydenckie veto odwlekli na chwilę egzekucję zasad trójpodziału władzy, to przecież całkowicie jej nie wstrzymali. Swoimi ciałami zasłonili natomiast cel równie ważny: pieniądze, których potrzebuje PiS dla utrzymania własnych, narodowo-katolicko-socjalistycznych pomysłów na sprawowanie władzy. Odegrali przez to rolę „pożytecznych idiotów” lub owieczek, posłusznie idących za swym pasterzem. A po stronie Kaczyńskiego rolę hetmana, który w tej partii skutecznie szachuje całą armię przeciwników odgrywa PiS-owska większość sejmowa.

Jaki będzie efekt tej rozgrywki? Końcówka szachowej partii rozegra się we wrześniu, wówczas dopiero ocenimy, ile udało się wygrać Kaczyńskiemu. Stawką jest wprowadzenie w Polsce zrębów ustroju totalitarnego – i to już nie są żarty. Pytanie, czy kolejny protest społeczny, jeśli w ogóle nastąpi, będzie tym razem w stanie cokolwiek zmienić. Sejm większością głosów PiS, z zapowiadanym wsparciem Kukiz ’15 (o ile prezydent wprowadzi do ustaw proponowane przez nich poprawki), znów zrobi swoje. Wtedy efekt marnowania energii społecznej na protesty będzie żaden – lub znikomy.

I tu aż prosi się powiedzieć: „lepsze byłoby…” No właśnie, co? Lepsze, proszę państwa, byłoby wyjście na ulice z żądaniem zmiany systemu rządzenia naszym krajem. Przeciwko horrendalnie rozrośniętej biurokracji, przeciw chorym pomysłom w rodzaju 500+, na które PiS wyciąga teraz pieniądze z naszych kieszeni. Przeciwko, trwającym od kilkunastu lat, jawnym lub ukrytym podwyżkom kosztów naszego życia, za które płacimy wszyscy – a najbardziej ci najubożsi, bo zamożni przedstawiciele „klasy panów” zawsze sobie poradzą. W obronie małych i średnich przedsiębiorców, którym rządy od 25 lat rzucają permanentnie kłody pod nogi, przez co oni zatrudniają mniej ludzi, za psie pieniądze i na „umowach śmieciowych”. Z żądaniem natychmiastowej likwidacji ZUS-u i wprowadzenia w to miejsce wolnego rynku usług ubezpieczeniowych – by każdy mógł mieć indywidualne konto emerytalne, obserwując w jakim tempie przyrastają na nim odkładane pieniądze. I tak dalej, i dalej… Po szczegóły odsyłam do programu jakiejkolwiek partii wolnościowej.

A najlepsze, proszę państwa, byłoby oddanie wreszcie władzy w ręce tych, którzy chronią nasz portfel, zamiast go regularnie łupić. Mamy w kraju ugrupowania wolnościowe, klasycznie liberalne, konserwatywno-liberalne, libertariańskie… Do wyboru, do koloru, również światopoglądowo. Nawet u Kukiza siedzi paru posłów, którzy wyraźnie mówią, od czego w Polsce powinniśmy zacząć. Na pewno nie od wybierania (czarnych, czerwonych ani różowych) socjalistów, których jedynym celem jest zapewnienie dobrobytu SOBIE kosztem ogółu obywateli.

315086_10150305511332060_868493303_n„W Polsce typowy dla państw anglosaskich mariaż liberalizmu gospodarczego i konserwatyzmu kulturowego (…), jest utopią” – mówi politolog Rafał Chwedoruk w ciekawym wywiadzie, udzielonym „Rzeczpospolitej” (nr 192, 20.08.2014). Rozmowa dotyka spraw bliskich wyborcom prawej strony sceny politycznej nad Wisłą, a tezą główną rozważań jest publiczny pieniądz. A raczej stosunek poszczególnych ugrupowań w Polsce, nazywających siebie prawicowymi, do gospodarki. I temat ekonomicznej zgody, jaka powinna-by zapanować między bliskimi sobie ideologicznie partiami, jeśli te chciałyby wspólnie pójść po władzę.

Cytowana teza Chwedoruka bez wątpienia potwierdza to, o czym dawno wiedzą zwolennicy wolnościowej szkoły ekonomicznej, wyprowadzonej z teorii Misesa i Von Hayek’a, rozwiniętej m.in. przez Friedmana. Mianowicie fakt, że Polska po odzyskaniu wolności w roku 1989 nigdy tak naprawdę nie zdecydowała się na wprowadzenie klasycznych reguł wolnorynkowego kapitalizmu, właściwych dla programów gospodarczych partii prawicowych na Zachodzie. Przede wszystkim dla amerykańskiej, republikańskiej prawicy. W Polsce, poza dotąd niszowymi (spychanymi przez główny nurt polityczny do niszy) – UPR-em i ostatnio Kongresem Nowej Prawicy, tak naprawdę żadna partia nie zaproponowała wyborcom radykalnej zmiany gospodarczo-ustrojowej. Jedynie kosmetykę ładu, jaki w państwie odziedziczyliśmy po sześciu dekadach komunistycznej dyktatury. Tradycyjny podział naszej sceny politycznej nigdy tak naprawdę nie dotyczył gospodarki. Ugrupowania polityczne (mniejsza o genezę tej sytuacji) zwykło się u nas dzielić na prawicę i lewicę w związku ze stosunkiem tychże partii do spraw ideowych… a głównie do Kościoła Katolickiego i kwestii objętych religijnymi kodeksami. Niektórzy śmieją się, że u nas wciąż trwa wojna następnych pokoleń PPR-u z PPS-em, albo Piłsudczyków z Endekami. Tak czy owak w dyspucie między „czarnymi” a „czerwonymi” pieniędzy publicznych właściwie się nie liczy. Wiadomo, że „zdobycze socjalne” muszą być obecne w programie każdej liczącej się partii, nawet mieniącej się skrajnie antykomunistyczną i prawicową, bo inaczej nie ma co czekać na poparcie społeczne… Stąd mnożące się opinie publicystów, że skoro w naszym kraju mieszka tak wielki odsetek ludzi, żyjących z socjalistycznego porządku gospodarczego, niechętnych wolnorynkowym przemianom, sytuacja ustrojowa zmienić się nie może. To znaczy, jeszcze się taki nie narodził, co by komunistyczną biedę znad Wisły przegonił.

W zamknięte koło socjalistycznego perpetuum mobile wbił się jednak, dość nieoczekiwanie, europejsko-wyborczy sukces KNP. Waga głosów ludzi młodych, przyciągniętych do idei liberalnej dzięki sprawności internetowych kanałów komunikacji, zainteresowała speców od politycznego biznesu… W przytaczanej tu rozmowie stawiane są wprost pytania o PiS: czy nie powinno się czasem, mając na względzie poglądy naszej młodzieży, zmienić swego programu z socjalnego na bardziej wolnorynkowy? Czy nie lepiej umocnić jedność prawego skrzydła krajowej polityki wspólną deklaracją wolności przedsiębiorstw, tak przecież ostatnio pomiatanych Tuskowym fiskalizmem, żądającym haraczu do pięciu lat wstecz?  Przecież Jarosław Gowin, wprawdzie mniej radykalnie od Korwina, ale także opowiada się za liberalną gospodarką. A partia Jarosława Kaczyńskiego, już w sojuszu z Gowinem, mogłaby chyba nieco przychylniej odnieść się do tematu wolności gospodarczej? Może w końcu dałoby się, po wzięciu władzy przez zjednoczoną prawicę, powstrzymać tak bolesne zjawisko emigracji młodych za chlebem? Ułatwić życie przeciętnemu Kowalskiemu, uwalniając go od przerośniętych podatków – i zdejmując z karku brzemię biurokracji, krępującej nie tylko rozwój firm, ale każdy właściwie aspekt życia obywateli???

W całej tej retoryce uderza element pragmatyczny. Skoro młodzież chce wolności rynkowej, wpiszmy tę wolność do programu. I po kłopocie – skrzyknijmy „zjednoczoną prawicę” (bez Korwina przecież, bo to oszołom i Putinista), zapewnijmy młodych, że kapitalizm będziemy robić! Zabierzemy głosy KNP i wreszcie zyskamy nad Platformą przewagę na tyle znaczącą, żeby  rządzić samodzielnie! A potem? No właśnie… tu zaczyna się problem. Bo potem to już „benzyna może być nawet po siedem złotych”, jeśli zacytować klasyczny zwrot z taśm, ujawnionych po ostatniej aferze.

Podstawowym prawem liberalnego programu gospodarczego jest jego nieopłacalność polityczna. Otóż, jeśli deklarujemy wolnościową przemianę ustroju państwa, zakładamy najpierw zmianę prawa – a w oparciu o nią likwidację bardzo wielu niepotrzebnych instytucji państwowych, generujących straty dla  budżetu. Krótko mówiąc: tniemy wydatki, obniżamy podatki, zostawiając dzięki temu pieniądze w kieszeniach obywateli. Tak ogół mieszkańców kraju staje się zamożniejszy – ale za to możliwość „ubogacania się” członków partii, która doszła do władzy, znika aż do zera. Wprowadzamy zmiany po to, by żyło się lepiej wszystkim, a nie tylko „naszym”: taka jest zasada kapitalistycznego liberalizmu. Lepiej mają mieć pracowitsi, pomysłowi, rzutcy, przedsiębiorczy, zaradni i mądrzejsi. A nie nasi kumple, krewni i znajomi, którym zapewniamy lukratywne fuchy „na państwowym” z wdzięczności za to, że pomogli nam dojść do władzy. Kłopot w tym, że nad Wisłą od 25 lat żadna partia tak nie rządziła. Może dlatego, że po komunistach przetrwał tu socjalizm, ugruntowany przy Okrągłym Stole i pielęgnowany aż do dzisiaj przez tych, którzy mają z niego największą korzyść: polityków. I ich klientów, ludzi korzystających z krzewiącego się układu. To dlatego idee Korwina, z zasady burzące mafijny porządek rzeczy, były od zawsze flekowane przez wszystkich, od lewa do prawa. To dlatego teraz rozważania, skłaniające zwolenników jednoczenia prawicy wokół PiS do wolnorynkowych deklaracji, budzić będą lęk i nieufność młodych wyborców KNP. Oni mocno protestują już teraz, gdy do partii Korwina chce zapisywać się nagle cały tabun nuworyszów, zachęconych rosnącą popularnością ugrupowania. Niechęcią reagują na wciąganie do szeregów ugrupowania posłów, jak Jarosław Jagiełło, dotąd legitymujących się ich zdaniem dokonaniami anty wolnościowymi… Ich nie będzie łatwo przekonać do siebie zmianą statutu partii i nagłym propagowaniem liberalnej retoryki. Nie wierzą w nagłe pojawienie się setek „przekonanych”, którym – jakoś tak przy okazji – wejście w szeregi zdobywającej poparcie partii może zapewnić błyskotliwą, lukratywną finansowo karierę… Pod tym względem Janusz Korwin – Mikke też posiada u nich ograniczony kredyt zaufania! Można więc być pewnym, że Jarosław Kaczyński, nagle przemawiający głosem obrońcy kapitalistycznej wolności, takiego zaufania nie zyska. Musiałby wykazać się praktycznymi działaniami, zmierzającymi do realnego przekształcenia polskiej rzeczywistości. Pokazać, że naprawdę zależy mu na takich zmianach, a nie tylko na składaniu obietnic, wiodących do przejęcia władzy – a potem realizowania partykularnych interesów swoich ludzi, zawłaszczających po zwycięstwie publiczny majątek.

Byłoby świetnie mieć nad Wisłą zjednoczoną prawicę, wspólnie deklarującą ustanowienie pełnej wolności gospodarczej. Póki jednak taki program deklaruje zaledwie jedna partia – i to dopiero od niedawna gromadząca zaczyn społecznego poparcia – o żadnej koalicji mowy być nie może. Korwin stara się udowadniać, że swą długoletnią karierę w polityce oparł na wierności wobec prezentowanych idei. Nikt nie wie, co by się stało, gdyby KNP naprawdę objął władzę – ale póki wyborcy tego nie sprawdzą, mają prawo wierzyć w zapewnienia prezesa. Zarówno PiS jak i mniejsze ugrupowania sojusznicze (kierowane przez ludzi w polityce dokładnie sprawdzonych) mają za sobą praktykę władzy zupełnie inną, niż życzyliby sobie wyborcy KNP. I samo to, jak się zdaje, wyklucza w tej chwili wszelkie porozumienie.


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook
  • GoldenLine